Forum.Metal.pl Strona Główna Forum.Metal.pl
Metal Forum muzyczne, ciężkie brzmienia

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
 Ogłoszenie 


Forum Metal.pl - witamy!


Jesli nie doszedl email aktywujacy kliknij tutaj:Szczegóły


Regulamin Forum.Metal.pl:Szczegóły


KONKURS Forum.metal.pl:Szczegóły


Poszukiwani reckowicze! Szczegóły



Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Mały leksykon Wielkich progresywnych zespołów
Autor Wiadomość
Szponek 
Scribacchino


Ulubiony drink:: Black Label
Pomógł: 10 razy
Dołączył: 10 Kwi 2009
Posty: 8289
Skąd: Canterbury
Wysłany: 2011-09-02, 23:27   Mały leksykon Wielkich progresywnych zespołów

Witam wszystkich w moim „ małym leksykonie muzyki progresywno-artrockowej” gdzie mam nadzieję systematycznie będę odsłaniał przed wami ciekawsze kąski z tej szufladki muzycznego podziału. Na pierwszy ogień pójdzie, płyta która może być dla was sporym zaskoczeniem, ze względu na to, że się tu znalazła jako pierwsza oraz, że została świadomie wybrana przez moją skromną osobę. Wszyscy starzy użyszkodnicy wiedzą jaki ma stosunek do tego zespołu i ich twórczości Można to zamknąć w jednym zdaniu: ” Dobrzy rzemieślnicy jednak 0 emocji”. Jednak tym albumem zamknęli mi mordę. W głównej mierze do tego wyboru również przyczynił się recenzent oraz felietonista Wojciech Kapała, znany z ArtRock.pl. Na samym końcu artykułu: „Prog-rock w latach osiemdziesiątych” zawarł takie zdanie „Ale lata dziewięćdziesiąte to temat na zupełnie nowy artykuł. Którego absolutnie nie podejmę się napisać.” I po zakończeniu czytania zacząłem intensywnie rozmyślać o płycie która mogła by być takim swoistym kamieniem milowym lat 90. I tak ot to przed wami Teatr Marzeń oraz ich:

Metropolis Pt. 2: Scenes from a Memory (1999)
Punktem odniesienia jest tu suita "Metropolis - Part I (The Miracle And The Sleeper)" zawarta na płycie „Images and Words” , której to „Scenes” w zamyśle ówczesnego perkusisty Mike’a Protnoya jest kontynuacją tekstową oraz jak nie raz można wychwycić w czasie trwania albumu- muzyczną. Skoro wspomniałem o składzie osobowym, należy nadmienić, iż przed nagraniem płyty zespół opuścił klawiszowiec Derek Sherinian, a na jego miejsce został zwerbowany stary ziomek Petrucciego oraz Protnoya z „Liquid Tension Experiment” Jordan Rudes. Czy sprostał wywartej na nim presji, i czy wniósł coś nowego do DT? o tym trochę później.

Płyta opowiada historię Nicholasa, który to dręczony przez różne wizję oraz sny udaje się do hipnotyzera w celu poznania swojej przeszłości by położyć kres temu szaleństwu. Jak się okazuje jest on kolejnym wcieleniem młodej kobiety która w 1928 r. została w dość tajemniczy sposób uśmiercona. Album jest skonstruowany na zasadzie dramatu, w którym występuje podział na akty i sceny, a teksty piosenek to monologi bohaterów. Nie będę zdradzał całego konceptu albumu, bo odebrałbym wam połowę przyjemności z jego poznawania. Na pobudzenie waszego apetytu mogę dodać, że do ostatnich chwil nie jesteśmy pewni zakończenia historii, które to naprawdę jest ciekawe i trzyma w napięciu, niczym w starym dobrym kryminale…

„Close your eyes and begin to relax...”

Album rozpoczyna intro w postaci utworu „Regression” które jest zapisem pierwszej wizyty Nicholasa u hipnotyzera. Wsłuchując się w jego głos, przenosimy się do świata podświadomości, gdzie przewodnikiem jest wokal Jamesa LaBrie w asyście kojącej muzyki. Po tamtej stronie wita nas instrumentalny „Overture 1928” od razu słychać zmianę w sposobie grania Amerykanów. Z nudnych i bez jajecznych długich kolosów przeskoczyli na ponad 3 minutowy, pełen emocji szlagier. Słucha się tego naprawdę przyjemnie i bez tego „nowomodnego progresywnego zadęcia”. Dalej z marszu przechodzimy do utrzymanego podobnym klimacie „Strange Déjà Vu” . Można się na chwilę zatrzymać przy wokalu pana LaBrie. Nigdy na wcześniejszych oraz późniejszych płytach nie pozwolił mi odczuć tego, że wierzy w to co śpiewa. Nie mogłem wychwycić pasji w jego glosie. Tu razem wspomagany chórkami hipnotyzuje nas i zachęca do dalszego obcowania z tą płytą. W środku utworu wyróżnia się świetna linia basu zazwyczaj olewanego członka DT Johna Myunga. Spokój i opanowanie wnosi krótki lecz wzniosły „Through my Words”. Następnie przechodzimy do 2 części sceny 3, a mianowicie „Fatal Tragedy” tutaj już mamy stary (dobry?) DT który w rozwinięciu utworu w swoim stylu gna do przodu, gdzie często i gęsto zmienia tło muzyczne. Jednak wszystko odbywa się bez znanej z poprzednich albumów technicznej nudy i wrażeniu powtarzalności. Wszystko napędza szalony duet Petrucci / Rudess.

"Now it`s time to see how you died. Remember that death is not the end but only a transition."

Scena czwarta o wdzięcznej nazwie „Beyond this Life” jest ponad 11 minutową opowieścią o nocy podczas której „bohaterka” została zamordowana. Utwór utrzymany jest w klimacie poprzednika, dzięki czemu ponownie, tylko w dłuższym wymiarze czasu mamy standardowy DT zachwycający zmianą stylu coraz bardziej! Po tym maratonie następuje kojąca uszy z zakwasów ballada „Thorugh Her Eyes” Tutaj następuje zgrzyt, z którym spotykają się wszyscy znający koncert „Live Scenes from New York” gdzie cała płyta została odegrana na żywo. W głównej mierze chodzi o brak solówki którą Petrucci wplótł podczas koncertu w ten utwór. Wracając do tego na studyjnym albumie, czujemy pewien niedosyt. Zatem jeżeli macie zamiar kupić ten album, to lepiej szarpnijcie się na ten 3 płytowy zapis koncertu z NY, gdzie oprócz omawianej płyty dostajemy The Best of z poprzednich płyt (mi zabrakło tylko "Pull Me Under" do pełni szczęścia na tym koncercie)

"Home it`s what I long for
Back home where I belong"


Scena szósta to mój osobisty faworyt na płycie. „Home” bo o nim mowa to, najdłuższy na płycie utwór, którego podstawą jest motyw orientalny(bas Myunga!!!) . Wokal Labrie brzmi tu najlepiej na całej płycie, a cały zespół buduje napięcie po przez bardzo miodne i spójne granie. Solówki i przejścia podsycane jego głosem, oraz przebitki podświadomości z wydarzeń z życia Victorii Page robią mętlik w głowie, a to prawie 13 minutowe granie mija bardzo szybko. Instrumentalny „Dance of Eternity” to jakby rzucony na zapchanie się ochłap tym którzy nie nasycili się wcześniejszym utworem. Wiele patentów zamkniętych w 6 minutach gdzie wybija się najbardziej wpasowujący się w zespół Rudess i jego klawisze. Dostojny i delikatny „One Last Time” ze świetnym refrenem, oraz charakterystycznym przejściem przybliża nas do przedostatniej sceny dramatu zawartej w „The Spirit Carries On”. Tutaj można powiedzieć, że po woli kończy się śledztwo Nicholasa. Bajkowa wręcz senna otoczka utworu promieniuje przez głośniki, i jest potęgowana dzięki zaadaptowaniu chóru gospel, oraz nieziemskiego głosu Theresy Thomason. Znakomita solówka Petrucciego dopełnia całości.

"Open your eyes, Nicholas"

Ostatnia odsłona dramatu i zakończeniu historii Nicholasa oraz Victorii. „Finally Free” to popis wszystkich reżyserów Teatru marzeń. Sola gitarowe, znakomite tła w postaci klawiszy i basu, oraz bardzo twarda gra Portnoya prowadzi nas do epickiego zwieńczenia znakomitej płyty. Warto zwrócić uwagę na pojawiające się w środku utworu głosy i krzyki dochodzące z drugiego planu. Dodając do tego nie jednoznaczne i cholernie tajemnicze zakończenie tej opowieści, warto wrócić do tekstów, i zapoznać się z tą historią bardziej dokładnie.

I tak o to prezentuje się najlepsza płyta amerykanów. Wszelkie chęci solowych popisów znanych z poprzednich dokonań zostały zastąpione niespotykanym ładunkiem chemii w zespole, który zaowocował znakomitym zgraniem i wydobyciem emocji z tak bardzo sztywnego dotychczas grania. Znakomita historia w tle, technika idąca w parze finezją, dostarczają nam niezapomnianych przeżyć na kilkaset przesłuchań. Niestety udało się im to tylko raz. A szkoda…



Act I
1."Scene One: Regression"
2. Scene Two: I. Overture 1928"
3."Scene Two: II. Strange Déjà Vu"
4."Scene Three: I. Through My Words"
5."Scene Three: II. Fatal Tragedy"
6."Scene Four: Beyond This Life"
7."Scene Five: Through Her Eyes"
Act II
8."Scene Six: Home"
9."Scene Seven: I. The Dance of Eternity"
10."Scene Seven: II. One Last Time"
11."Scene Eight: The Spirit Carries On"
12."Scene Nine: Finally Free"
_________________
Otaczają mnie kretyni...
Airball.pl
 
 
tiglatpilesar 
persecutor


Ulubiony drink:: sanguinis christi
Pomógł: 7 razy
Dołączył: 10 Lip 2007
Posty: 5482
Skąd: Spalatum
Wysłany: 2011-09-04, 11:02   

Że też Ci się chce :D

Jaki napiszesz o czymś istotnie ciekawym, nie wtórnym i nie drażniącym uszu wokalnym dyszkantem, to się może odniosę.

Bo tego zespołu nigdy nie mogłem zaakceptować, chociaż próbowałem nie raz.
_________________
Christians standing breathless
Circus victims panic struck
Scream Arena butchery
Where is their god as the
Faithful meet their end?
 
 
Mephisto 
Fuck off and die


Ulubiony drink:: wódka + cola
Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Wrz 2005
Posty: 18708
Skąd: beskid żywiecki
Wysłany: 2011-09-04, 11:04   

ja czekam na Soft Machine
_________________
Mephisto-Legenda forum,alkoholik, zakupoholik, morderca pozerów,miłośnik skośnych cipek zwanych azjatkami, filozof, zna się na Blacku i Heavy. Zawsze siedzi po 10 i ma sporo wiedzy o muzyce i trafne przemyślenia, więc warto czytać to co napisze.
 
 
Hollowman 


Dołączył: 01 Sie 2011
Posty: 559
Wysłany: 2011-09-04, 11:11   

Mephisto napisał/a:
ja czekam na Soft Machine


Kurwa, właśnie mi przypomniałeś że o 11:37 kończyła mi się aukcja z ich "Third" Kurwa! :drapie:
 
 
GrzesiekP 


Ulubiony drink:: szklanka z wódką
Pomógł: 1 raz
Dołączył: 26 Sie 2010
Posty: 2752
Wysłany: 2011-09-04, 11:18   

Bardzo fajny tekst Szponku :spoko: Szczerze powiedziawszy zachęciłeś mnie do poznania tej płyty.
_________________
Odi ergo sum
 
 
Szponek 
Scribacchino


Ulubiony drink:: Black Label
Pomógł: 10 razy
Dołączył: 10 Kwi 2009
Posty: 8289
Skąd: Canterbury
Wysłany: 2011-09-04, 11:30   

Mephisto napisał/a:
ja czekam na Soft Machine


dojdziemy i do tego ;)
_________________
Otaczają mnie kretyni...
Airball.pl
 
 
Industrial 


Pomógł: 7 razy
Dołączył: 28 Wrz 2007
Posty: 6626
Wysłany: 2011-09-04, 17:48   

Ciekawy tekst mimo ze zespół mi zwisa. Liczę na jakieś fanbojowskie wynurzenia o kapelach, których da się słuchać :)
_________________
We went to the through, Lord.
We went bend and convulsed.
We saw blood, Lord. It was glittering.
You dispensed it and we drank it
 
 
Nehamod 
smutny człowiek


Pomógł: 10 razy
Dołączył: 19 Sty 2007
Posty: 16267
Skąd: Puszcza / Lublin
Wysłany: 2011-09-04, 18:05   

Czekam na popis Grafomana na temat Pain of Salvation :)
_________________
Regulamin! - nowy użytkowniku, przeczytaj zanim coś napiszesz.
nehamod@o2.pl - w razie potrzeby :)
 
 
gb1410 

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 16 Paź 2009
Posty: 3322
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2011-09-04, 20:43   

Industrial napisał/a:
Ciekawy tekst mimo ze zespół mi zwisa. Liczę na jakieś fanbojowskie wynurzenia o kapelach, których da się słuchać :)

:mrgreen:
 
 
Szponek 
Scribacchino


Ulubiony drink:: Black Label
Pomógł: 10 razy
Dołączył: 10 Kwi 2009
Posty: 8289
Skąd: Canterbury
Wysłany: 2011-09-23, 12:10   

Nie godni jesteście, a ja nie czuję się na siłach założyć o nich osobnego tematu, więc oto mała namiastka grupy Camel. Ale najpierw intro:

W latach 60. i 70. XX wieku istniało coś co nazywano „Scena Canterbury” lub „brzmienie Canterbury”. Polegało to wszystko na długich improwizacjach, obecności psychodelii oraz nie kiedy w bardzo dziwnej strukturze utworów. W skład tej sceny wchodziły zespoły które radośnie uprawiały art-rock, rock progresywny oraz jazz. Nie tylko w hrabstwie Knet w Anglii gdzie to pojęcie się zrodziło, lecz również były rozsiane na całym świecie. Można było grac jedną ze wspomnianych form sztuki, lecz były też takie zespoły które miksowały to wszystko na wiele smacznych płyty, o których może tu kiedyś wspomnę. Do najbardziej znanych na świecie zespołów i artystów kojarzonych z tą sceną można zaliczyć: Caravan, Gong, Soft Machine, Mike Oldfielda czy właśnie Camel.

Camel to przede wszystkim Andy Latimer. Wirtuoz gitary, znakomity kompozytor i świetny wokalista. Otaczał się przez te wszystkie lata znakomitymi muzykami , że wspomnę tylko Colina Bassa czy Mela Collinsa. Istotą twórczości Camel jest melodyjna gitara wsparta elektronicznymi instrumentami klawiszowymi oraz wszelkimi uzupełniaczami. Lecz to co mnie najbardziej zniewala poza klimatem zawartym na ich (jego?)krążkach są improwizacje których można słuchać bez przerwy i bez chwili znużenia.

Camel – Rajaz (1999)
Czemu akurat płyta z 1999, a nie jakaś z pierwszych skoro istnieją od 1971? Odpowiedź jest prosta. Na inne przyjdzie czas, a omawiana nie wychodzi ostatnio z odtwarzacza.
Album rozpoczyna się tym co zakończyło poprzedni (równie genialny „Harbour Of Tears”) szumem fal. Gdzieś przeczytałem, że gdyby puścić komuś pierwsze minuty z otwierającego album „Three Wishes” to... no właśnie z czym się wam kojarzy początek? http://www.youtube.com/watch?v=EjjMBPibJnk

Nie będę się tu rozdrabniał nad poszczególnymi utworami, gdyż jest to zbędne. Nie jest to co prawda koncept album (o „Nude” oraz „The Snow Goose” na pewno tu później przeczytacie) jednak wszystkie utwory łączą się w całość. Jest to idealny soundtrack do przemierzania pustyni na garbie leniwego wielbłąda. Czuć palące słońce Sahary, wszędobylski piasek wzbijany leniwymi podmuchami wiatru oraz każdy wybój na rozżarzonych wydmach. Płyta przemija leniwie i po kilku pierwszych przesłuchaniach nie można wyłapać co ciekawszych momentów, gdyż ich zwyczajowo nie usłyszymy. Potrzeba dużo sesji by odkryć tą uśpioną melodię i geniusz Latimera. Nie ma tu żadnych pereł czy utworów wybijających się z tej karawany. Warto wspomnieć, że nie ma tu piosenki , który trwałby poniżej 5 minut, co jest pierwszym takim przedsięwzięciem od czasu debiutu. Ta niekończąca się opowieść ma jednego przewodnika, którym jest gitara. Ona wybija się ponad wszystko inne na tym albumie. Instrumenty klawiszowe oraz rarytasy w postaci fletu lub wiolonczeli dodają również do tego ciepłego brzmienia swoje 3 grosze. Odrobinę zgorzknienia wprowadza tu wokal Andyego. Smutna barwa głosu idealnie kontrastuje z muzyką, i opowiada często bardzo osobiste fakty z życia autora.

I tak o to dotarliśmy do oazy. Czas rozkulbaczyć wielbłąda i zaprowadzić do wodopoju. Samemu uzupełnić zapasy wody i pożywienia, usiąść w cieniu palmy i rozkoszować się nikłym chłodnym cieniem oraz puszczoną jeszcze raz tą wspaniałą płytą...



1. Three Wishes
2. Lost And Found
3. The Final Encore
4. Rajaz
5. Shout
6. Straight to My Heart
7. Sahara
8. Lawrence
_________________
Otaczają mnie kretyni...
Airball.pl
 
 
tiglatpilesar 
persecutor


Ulubiony drink:: sanguinis christi
Pomógł: 7 razy
Dołączył: 10 Lip 2007
Posty: 5482
Skąd: Spalatum
Wysłany: 2011-10-14, 10:03   

Camela to mam jakieś trzy wczesne albumy i nie wiem, czy chcę znać więcej.

Przyszła właśnie "Pawn Hearts" Van Der Graf Generator. Wydanie z 2005 roku, Virgin Records. Bardzo solidna wkładka pachnąca wciąż farbą drukarską. W niej, obok liryków sporo tekstów o samym zespole, zdjęć i fragmentów artykułów z gazet. Bardzo lubię takie wydania - to właśnie między innymi po to kupuje się płyty.
W weekend posłucham, ale dzielić wrażeniami się nie będę, chyba, że Grafoman będzie ciekaw.
A tymczasem masz temat podbity i możesz strzelić kolejny elaborat.
_________________
Christians standing breathless
Circus victims panic struck
Scream Arena butchery
Where is their god as the
Faithful meet their end?
 
 
Szponek 
Scribacchino


Ulubiony drink:: Black Label
Pomógł: 10 razy
Dołączył: 10 Kwi 2009
Posty: 8289
Skąd: Canterbury
Wysłany: 2011-10-16, 07:26   

tiglatpilesar napisał/a:
W weekend posłucham, ale dzielić wrażeniami się nie będę, chyba, że Grafoman będzie ciekaw.


Oczywiście, że jest ciekawy
_________________
Otaczają mnie kretyni...
Airball.pl
 
 
Mephisto 
Fuck off and die


Ulubiony drink:: wódka + cola
Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Wrz 2005
Posty: 18708
Skąd: beskid żywiecki
Wysłany: 2011-11-11, 10:42   

kiedy następny odcinek? :)
_________________
Mephisto-Legenda forum,alkoholik, zakupoholik, morderca pozerów,miłośnik skośnych cipek zwanych azjatkami, filozof, zna się na Blacku i Heavy. Zawsze siedzi po 10 i ma sporo wiedzy o muzyce i trafne przemyślenia, więc warto czytać to co napisze.
 
 
Szponek 
Scribacchino


Ulubiony drink:: Black Label
Pomógł: 10 razy
Dołączył: 10 Kwi 2009
Posty: 8289
Skąd: Canterbury
Wysłany: 2011-11-11, 10:51   

Nie mam ostatnio czasu ani ochoty na pisanie jakiś elaboratów. Ale nie wykluczone, że natchnienie powróci ;) Czekajcie a będzie wam dane :priest:
_________________
Otaczają mnie kretyni...
Airball.pl
 
 
Mephisto 
Fuck off and die


Ulubiony drink:: wódka + cola
Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Wrz 2005
Posty: 18708
Skąd: beskid żywiecki
Wysłany: 2011-11-11, 10:57   

ja ciągle czekam na jakiś Soft Machine i/lub Velvet Underground. to tak gdybyś nie miał żadnych pomysłów ;)
_________________
Mephisto-Legenda forum,alkoholik, zakupoholik, morderca pozerów,miłośnik skośnych cipek zwanych azjatkami, filozof, zna się na Blacku i Heavy. Zawsze siedzi po 10 i ma sporo wiedzy o muzyce i trafne przemyślenia, więc warto czytać to co napisze.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Forum metal, gothic, heavy metal, black metal, thrash metal, rock, hard rock, nu metal, doom metal, death metal, gothic rock...
Mocna muzyka we wszystkich odmianach.