Forum.Metal.pl Strona Główna Forum.Metal.pl
Metal Forum muzyczne, ciężkie brzmienia

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
 Ogłoszenie 


Forum Metal.pl - witamy!


Jesli nie doszedl email aktywujacy kliknij tutaj:Szczegóły


Regulamin Forum.Metal.pl:Szczegóły


KONKURS Forum.metal.pl:Szczegóły


Poszukiwani reckowicze! Szczegóły



Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Mały leksykon Wielkich progresywnych zespołów
Autor Wiadomość
Sweetnighter 
Beat Führer


Pomógł: 6 razy
Dołączył: 22 Mar 2012
Posty: 1005
Skąd: Z Planety Gong
Wysłany: 2013-08-08, 22:45   

ndndnd napisał/a:
W sumie to mam chuja do powiedzenia, ale chciałbym tylko wspomnieć, że jeśli już ktoś te polskie progi poruszy to warto znać też takie rzeczy jak Collage(Baśnie), Skaldowie(Krywań, Krywań), Anawa(Anawa), czy Klan(Mrowisko).


Collage(Baśnie) - neopierogi są niejadalne. Jak na ten straszny gatunek płyta najgorsza nie jest, ale i tak więcej w tym kiczu niż na bawarskich landszaftach.

Skaldowie(Krywań, Krywań) - bardzo dobry album, choć dość nierówny. Bez wątpienia jeden z najjaśniejszych punktów na mapie polskiego rocka.

Anawa(Anawa) - bardzo nie lubię. W sumie nie wiem czemu - za dużo teatru za mało grania?

Klan(Mrowisko) - daje rady, ale bez orgazmu. Dobra płyta, ale nie więcej niż dobra.

Skoro już sobie wspominamy warto dorzucić jeszcze:

Marek Grechuta - Korowód, bo to rzecz powszechnie uznana. Moim zdaniem to raczej poezja śpiewana zaaranżowana na bogato niż prog i nawet ciężko całkiem serio oceniać ten album w kategoriach czysto muzycznych, ale słucha się go nieźle.

Hmm..., no a poza tym to już same dżezy (z tych choć trochę progopodobnych rzeczy). Dżezy albo taki z deczka szajs.
_________________
Leonardo da Vinci był wprawdzie największym i najbardziej utalentowanym człowiekiem Renesansu, ale nie mógł rozwinąć swego geniuszu w całej pełni, ponieważ nie było to możliwe przed Wielką Socjalistyczną Rewolucją Październikową
 
 
Mephisto 
Fuck off and die


Ulubiony drink:: wódka + cola
Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Wrz 2005
Posty: 18708
Skąd: beskid żywiecki
Wysłany: 2014-05-13, 10:01   

a podbiję, może się komuś zechce coś napisać. a jak nie, to ktoś sobie chociaż przypomni niektóre recenzje. szkoda żeby się taki temat marnował
_________________
Mephisto-Legenda forum,alkoholik, zakupoholik, morderca pozerów,miłośnik skośnych cipek zwanych azjatkami, filozof, zna się na Blacku i Heavy. Zawsze siedzi po 10 i ma sporo wiedzy o muzyce i trafne przemyślenia, więc warto czytać to co napisze.
 
 
Sweetnighter 
Beat Führer


Pomógł: 6 razy
Dołączył: 22 Mar 2012
Posty: 1005
Skąd: Z Planety Gong
Wysłany: 2014-05-16, 12:11   

Szponek nic nie pisze to ja coś ciekawego zapodam.

Steve Hackett - Voyage of the Acolyte (1975)



Steve Hackett znany jest powszechnie jako gitarzysta Genesis. Grał tam od płyty Nursery Cryme do Wind & Wuthering, a więc na wszystkich (prócz Trespass) legendarnych płytach zespołu. Gdyby ktoś powiedział, że jądrem progresywności Genesis był właśnie Hackett nie byłoby w tym wielkiej przesady.

Hackett, jako jedyny z członków Genesis zrobił poza zespołem wielką karierę w progu. Przez Genesis przewinęło się wielu utalentowanych facetów, niejeden z nich zrobił karierę poza zespołem, ale trudno uznać Petera Gabriela, czy tym bardziej Phila Collinsa za samodzielną gwiazdę prog rocka. A Hackett nią został. W znacznej mierze właśnie za sprawą Voyage of the Acolyte.

Na pierwszej solowej płycie Stefana zagrał niemal Cały ówczesny Genesis i okolice (Brand X). Tylko, że kierunek tej muzyki samowładnie wyznaczył Hackett, który wreszcie nie musiał negocjować z kolegami ile w jego muzyce ma być proga, ile soft rocka, a ile jeszcze innych rzeczy. Dlatego o ile ostatnie progowe płyty Genesis - te już bez Gabriela, a jeszcze z Hackettem - są dość zachowawcze, o tyle tutaj postawiono na rasowy progres, ciążący - jeżeli już - w kierunku jazz-rocka, nie hitów dla radia. Podróż Akolity to album wspaniale skomponowany - nie gorzej niż najlepsze, klasyczne płyty Genesis, znakomite zagrany - bo w końcu najlepszymi instrumentalistami w zespole byli Collins i właśnie Hackett, o rewelacyjnym, barwnym, baśniowym klimacie, z fantastycznym brzmieniem, charakterystycznym dla najciekawszych płyt swojej epoki.

Zawsze stawiałem Voyage of the Acolyte wyżej od dokonań Genesis i nadal byłbym gotów tego stanowiska bronić. Jest to album na pewno bardzo równy - chyba o żadnej płycie Genesis nie da się tego powiedzieć - , wolny od momentów zbędnych, niezwykle liryczny, znacznie mniej niż Genesis pompatyczny i w ogóle bardziej spójny. Słychać, że to właściwie jest wizja jednego człowieka, który w dodatku wizjonerem był naprawdę wielkim!

Voyage of the Acolyte to jedna z najważniejszych i najlepszych płyt głównego nurtu prog rocka - być może nieco mniej znana od płyt Yes, Camel czy Genesis, ale trudno mi powiedzieć dlaczego tak jest. Jestem pewien, że będzie się Wam wszystkim podobała, dlatego zachęcam do jak najszybszego zapoznania się z nią.

Steve Hackett później nagrywał wyłącznie rock progresywny dla fanów rocka progresywnego. Żadna z kolejnych jego płyt, którą w siebie wmusiłem ani trochę mi się nie podobała. Ale ta jest rewelacyjna, sami się przekonajcie.
_________________
Leonardo da Vinci był wprawdzie największym i najbardziej utalentowanym człowiekiem Renesansu, ale nie mógł rozwinąć swego geniuszu w całej pełni, ponieważ nie było to możliwe przed Wielką Socjalistyczną Rewolucją Październikową
Ostatnio zmieniony przez Sweetnighter 2014-06-21, 13:42, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Szponek 
Scribacchino


Ulubiony drink:: Black Label
Pomógł: 10 razy
Dołączył: 10 Kwi 2009
Posty: 8289
Skąd: Canterbury
Wysłany: 2014-05-17, 00:57   

Sweetnighter napisał/a:
Przez Genesis przewinęło się wielu utalentowanych facetów, niejeden z nich zrobił karierę poza zespołem, ale trudno uznać


Raya Wilsona

TROLOLOLOLOLOLOLOLO :D

w swoim temacie mogę :D

następny odcinek waszego ulubionego i ukochanego Scribacchino soon...
_________________
Otaczają mnie kretyni...
Airball.pl
 
 
Sweetnighter 
Beat Führer


Pomógł: 6 razy
Dołączył: 22 Mar 2012
Posty: 1005
Skąd: Z Planety Gong
Wysłany: 2014-05-17, 13:09   

Szponek napisał/a:
Sweetnighter napisał/a:
Przez Genesis przewinęło się wielu utalentowanych facetów, niejeden z nich zrobił karierę poza zespołem, ale trudno uznać


Raya Wilsona

TROLOLOLOLOLOLOLOLO :D

w swoim temacie mogę :D .


Nigdy nie słyszałem żadnej jego piosenki, a Genesis z nim znam jeden utwór :P
_________________
Leonardo da Vinci był wprawdzie największym i najbardziej utalentowanym człowiekiem Renesansu, ale nie mógł rozwinąć swego geniuszu w całej pełni, ponieważ nie było to możliwe przed Wielką Socjalistyczną Rewolucją Październikową
 
 
Szponek 
Scribacchino


Ulubiony drink:: Black Label
Pomógł: 10 razy
Dołączył: 10 Kwi 2009
Posty: 8289
Skąd: Canterbury
Wysłany: 2014-05-17, 13:11   

Dla mnie gościu to fenomen. Nagrał z nimi jedną płytę o ile pamiętam, żadnego hitu, a jeździ po świecie jako ich były wokalista i kosi $$$,a mało tego był w polskiej "Szansie na sukces" jako gwiazda :D
_________________
Otaczają mnie kretyni...
Airball.pl
 
 
Sweetnighter 
Beat Führer


Pomógł: 6 razy
Dołączył: 22 Mar 2012
Posty: 1005
Skąd: Z Planety Gong
Wysłany: 2014-05-17, 13:14   

Szponek napisał/a:
Dla mnie gościu to fenomen. Nagrał z nimi jedną płytę o ile pamiętam, żadnego hitu, a jeździ po świecie jako ich były wokalista i kosi $$$,a mało tego był w polskiej "Szansie na sukces" jako gwiazda :D


W Polsce jest bardzo specyficzny rynek. Skoro Fish z Marillion gra tu rokrocznie mini trasę koncertową, to Ray Wilson też może, bo to takie same smęty. Trójkowicze lubią taką muzykę i już.
_________________
Leonardo da Vinci był wprawdzie największym i najbardziej utalentowanym człowiekiem Renesansu, ale nie mógł rozwinąć swego geniuszu w całej pełni, ponieważ nie było to możliwe przed Wielką Socjalistyczną Rewolucją Październikową
 
 
Szponek 
Scribacchino


Ulubiony drink:: Black Label
Pomógł: 10 razy
Dołączył: 10 Kwi 2009
Posty: 8289
Skąd: Canterbury
Wysłany: 2014-06-24, 13:28   

Ło kurwa! już prawie rok nie pisałem w tym temacie :D

Może to i lepiej, a może to i gorzej, sam nie wiem, ale jedno wiem na pewno: dziś będzie niekonwencjonalnie!

W ramach odgrzewania kotletów sprzed lat, kiedy młody człowiek wiedział co to jest kaseta, a koszulka Iron Maiden wyznaczała trendy i wyraz szpanu wśród młodych kuców na osiedlu,pewien Szwed postanowił wydać płytę, na której umieścił tylko 1 utwór. 40 minut cudownego zniszczenia, które w tym czasie miało tylko 1 konkurenta w postaci "Morningrise" pewnej kapeli*. Sam "mózg" owej 2 kapeli i tu się udzielał, wiec sam pomógł dobić swoje dzieło.

Edge of Sanity - Crimson (1996)

"In a very distant future, the last generation of planet earth has come to a point where they cannot breed anymore.
When everybody had lost their faith, a child was born, but no one could be the father, except for a god.
This child was a gift from the skies of life-divine or..."

Kochany Dan Swano. Czego się chłopak nie dotknie zamienia w złoto. Kiedy przyszła mu na myśl koncepcja nagrania z macierzystą kapelą 40 minutowego, baśniowego rozpierdalacza, była tylko mu potrzebna jakaś opowieść. A łeb ma jak sklep, więc nie pierdoląc się w półśrodki razem z Andreasem Axelssonem uknuł taką w skrócie intrygę:

W jałowym świecie gdzie nie może być poczęte żadne dziecię, jakimś cudem król i królowa majstrują bachora. Królowa (jak to królowa ma w zwyczaju w baśniach) umiera podczas porodu, co zmusza króla nie tylko do władania tym chuja wartym światem, ale też do samotnego wychowania dziecka. Głupi poddani są przekonani, że to Bóg zsyła im w ten sposób znak, że nastał koniec ich zmartwień, a ich plemniki i jajeczka są już gites majonez i zaczynają się parzyć jak króliki. Dymali się bezskutecznie tak w swoich chatkach, aż do chwili kiedy królewski dzieciak nie osiągnął wieku nastoletniego. Wedy król umiera i rozpoczyna się walka o władzę. Późniejsze wydarzenia przypominają trochę "Grze o tron" ale nie będę zdradzał, kto z kim i dlaczego, bo powinniście już znać dalszy ciąg tej historii, a jak nie znacie to pewnie się uczyliście wszystkich ksyw cyrkowców z Norweskiego black metalu...

Opowieść jak sami przyzncie niczym z hejwi metalowego patataja. Jedyne co odróżnia ten album do wszystkich innych dzieł skrytych fanów Bon Jovi to właśnie muzyka.

A Swano i jego Ziutki zaserwowali nam rozkosznie baśniowo-death metalowy pejzaż. Oczywiście nie mogło zabraknąć jedynego punktu zaczepienia wszystkich tró madafakersów, czyli spokojnych wstawek z łagodnymi wokalami potęgującymi napięcie. A napięcie jest i przez Szwedów jest potęgowane po mistrzowsku. Wyciszenia, nagłe wybuchy growlu, czy progresywne łamańce. Nawet szczypta blacku się tu znalazła, a za skrzek w tych partiach jest odpowiedzialny Akerfeldt. Wiem, że dla niektórych to może być bardzo nie przyjemny temat. Znam ludzi, którzy dowiedziawszy się o jego udziale w sesji do "Brave Murder Day" pomimo miłości wielkiej do tego dzieła, odmówili przekręcenia tego CD po wsze czasy. Ale debilem trzeba się urodzić...

Produkcja nie odbiega od tego co można było słyszeć wówczas na scenie. Każdy zna charakterystyczne brzmienie Szwedzkiej sceny, wiec nie trzeba się rozpisywać. Można tylko wspomnieć, że wolniejsze wstawki w tym "brzmieniu" wypadają znakomicie.

I tak się przedstawia jedno z najlepszych ich dzieł. I niech sam każdy teraz sobie odpowie na takie przaśne pytanko: ile razy słuchając tego albumu wykrzykiwał w otchłań pokoju (lub w twarz zdziwionych ludzi w autobusie/tramwaju) słów: "Cursed to be walking in the shadows of death for a lifetime."???

Jeżeli tego nie robiłeś pod wpływem magii tego albumu, to wiedz, że przegrałeś życie...



1. Crimson

* wiem, że było jeszcze "Through Silver In Blood" Neurosis, ale chuj z nimi ;)

Dzisiejszy odcinek sponsorowały: grypa, Nurofen forte oraz Ospamox ;)
_________________
Otaczają mnie kretyni...
Airball.pl
 
 
Killim 
Chrześcijanin


Ulubiony drink:: Koktajl Mołotowa
Pomógł: 10 razy
Dołączył: 18 Maj 2009
Posty: 6253
Skąd: Zabór pawłowicki
Wysłany: 2014-06-24, 15:46   

Bardzo fajna płyta, ale tak ciepłych odczuć w stosunku do niej nie mam. Zresztą to jedyne znane mi Edge of Sanity, trudno odnieść się do ich innych płyt. Druga część "Crimson" faktycznie słaba?

EDIT : [S.] na masterfulu? ;)
_________________
Najpierw Studzionka, później cały świat!
Don't drink the water
Don't touch the dead
Don't breath the air
Where diseases are bred
www.lowking.pl
 
 
Szponek 
Scribacchino


Ulubiony drink:: Black Label
Pomógł: 10 razy
Dołączył: 10 Kwi 2009
Posty: 8289
Skąd: Canterbury
Wysłany: 2014-06-24, 16:11   

Chodzi Ci baranku boży czy udzielam się na tym lanserskim forum?

Ni chuja. Bo wtedy musiałbym się uczyć tych ksyw obszczymurów z Norwegii...
_________________
Otaczają mnie kretyni...
Airball.pl
 
 
Killim 
Chrześcijanin


Ulubiony drink:: Koktajl Mołotowa
Pomógł: 10 razy
Dołączył: 18 Maj 2009
Posty: 6253
Skąd: Zabór pawłowicki
Wysłany: 2014-06-24, 17:16   

Pytam, bo chwilę po pojawieniu się Twojego wpisu o "Crimson" ktoś o takim nicku wrzucił w tamtejszym "Słucham" chwaląc jaka to świetna płyta. Masz fana najwidoczniej ;)
Natomiast czekam dalej na odpowiedź na temat "Crimson II".
_________________
Najpierw Studzionka, później cały świat!
Don't drink the water
Don't touch the dead
Don't breath the air
Where diseases are bred
www.lowking.pl
 
 
Szponek 
Scribacchino


Ulubiony drink:: Black Label
Pomógł: 10 razy
Dołączył: 10 Kwi 2009
Posty: 8289
Skąd: Canterbury
Wysłany: 2014-06-24, 18:11   

2 część jest przereklamowanym kultem...
_________________
Otaczają mnie kretyni...
Airball.pl
 
 
Killim 
Chrześcijanin


Ulubiony drink:: Koktajl Mołotowa
Pomógł: 10 razy
Dołączył: 18 Maj 2009
Posty: 6253
Skąd: Zabór pawłowicki
Wysłany: 2014-06-24, 19:56   

To nie badam, dzięki.
_________________
Najpierw Studzionka, później cały świat!
Don't drink the water
Don't touch the dead
Don't breath the air
Where diseases are bred
www.lowking.pl
 
 
Necronymus 
chujowa ksywka.


Ulubiony drink:: pomidor.
Pomógł: 10 razy
Dołączył: 22 Lip 2007
Posty: 6195
Skąd: Tychy
Wysłany: 2014-06-24, 21:54   

kiedyś coś tam posłuchałem Crimson, ale mi nie podeszło, za to Purgatory Afterglow bardzo lubię.
_________________
dla ciebie pan świnia!
 
 
Mephisto 
Fuck off and die


Ulubiony drink:: wódka + cola
Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Wrz 2005
Posty: 18708
Skąd: beskid żywiecki
Wysłany: 2014-06-25, 08:59   

dobra płyta, aczkolwiek bez zachwytów. wolę dwie inne tego zespołu
_________________
Mephisto-Legenda forum,alkoholik, zakupoholik, morderca pozerów,miłośnik skośnych cipek zwanych azjatkami, filozof, zna się na Blacku i Heavy. Zawsze siedzi po 10 i ma sporo wiedzy o muzyce i trafne przemyślenia, więc warto czytać to co napisze.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Forum metal, gothic, heavy metal, black metal, thrash metal, rock, hard rock, nu metal, doom metal, death metal, gothic rock...
Mocna muzyka we wszystkich odmianach.