Forum.Metal.pl Strona Główna Forum.Metal.pl
Metal Forum muzyczne, ciężkie brzmienia

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
 Ogłoszenie 


Forum Metal.pl - witamy!


Jesli nie doszedl email aktywujacy kliknij tutaj:Szczegóły


Regulamin Forum.Metal.pl:Szczegóły


KONKURS Forum.metal.pl:Szczegóły


Poszukiwani reckowicze! Szczegóły



Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Przesunięty przez: RPA
2011-09-15, 15:25
Opeth
Autor Wiadomość
Nehamod 
smutny człowiek


Pomógł: 10 razy
Dołączył: 19 Sty 2007
Posty: 16267
Skąd: Puszcza / Lublin
Wysłany: 2012-03-23, 19:32   

Szponek napisał/a:
Zależy jak na to spojrzeć. Jeżeli o warstwę muzyczną chodzi, to zaczerpnął inspiracji (nie mylić z kopiowaniem) i napisał coś co wplata się w nurt kapel pradawnych. Jednak jeżeli spojrzymy na dotychczasowy przebieg ich kariery to śmiało można powiedzieć, że: miał kaprys i go spełnił. Bez strachu wyłamał się ze swoich dotychczasowych torów, i stanął na nowym gruncie. Nie odgrzał kotletów jak Dream Theater czy rodzimy Riverside. Nagrał płytę inną (wszystkie płyty Opeth są od siebie rożne, ale zgodzisz się, że odstaje od reszty dyskografii) i mógł liczyć się z tym, że malkontenci zakochani w "Deliverance" pozbawieni jego growlu i podwójnej stopy zaczną marudzić. A pomimo to nagrał album, taki jaki chciał, co jest moim zdaniem coraz większą rzadkością w tej szufladce muzycznej...



Naturalnie, że odstaje. Jest to też krok w nieznane (w perspektywie tejże dyskografii), może i szok dla fanów, ale chyba określenie, którego użyłeś, mianowicie "kaprys", będzie najtrafniejsze do oddania motywacji Akerfeldta. Traktowałbym to również jako wskazówkę w traktowaniu "Heritage", a ja czekam na kaprys zrobienia czegoś nowego i porwania się z kompasem na wody do tej pory niezmierzone - a wtedy pochylę głowę z szacunkiem :)
_________________
Regulamin! - nowy użytkowniku, przeczytaj zanim coś napiszesz.
nehamod@o2.pl - w razie potrzeby :)
 
 
Szponek 
Scribacchino


Ulubiony drink:: Black Label
Pomógł: 10 razy
Dołączył: 10 Kwi 2009
Posty: 8289
Skąd: Canterbury
Wysłany: 2012-03-23, 19:40   

Hehe sam na to czekam. Bo w sumie zawsze kręciło się to na 2 biegunach: Death metalu oraz rocka progresywnego. Opeth wiadomo: smaczny miks. Na uciszenie zachcianki tego pierwszego ma Bloodbath. To drugie już dwukrotnie pod szyldem macierzystej kapeli również spełnił, zatem z większą ciekawością oczekuję następnej płyty. Jak na razie o stanie jego obecnej formy będzie się można przekonać na debiucie "Storm Corrosion".
_________________
Otaczają mnie kretyni...
Airball.pl
 
 
Nehamod 
smutny człowiek


Pomógł: 10 razy
Dołączył: 19 Sty 2007
Posty: 16267
Skąd: Puszcza / Lublin
Wysłany: 2012-03-27, 11:07   

http://www.t-mobile-music...byl_diabel.html

Całkiem interesujący.
_________________
Regulamin! - nowy użytkowniku, przeczytaj zanim coś napiszesz.
nehamod@o2.pl - w razie potrzeby :)
 
 
Szponek 
Scribacchino


Ulubiony drink:: Black Label
Pomógł: 10 razy
Dołączył: 10 Kwi 2009
Posty: 8289
Skąd: Canterbury
Wysłany: 2012-03-29, 23:59   

ktoś z T-MOBILE MUSIC napisał/a:
Masz w sobie coś z nerda, jeżeli chodzi o muzykę lat 70.?


Mikael Åkerfeldt napisał/a:
Zdecydowanie tak i nie wstydzę się tego.


http://www.youtube.com/watch?v=4mISGb_Hmn0


hihihihihihiihhiihih :D
_________________
Otaczają mnie kretyni...
Airball.pl
 
 
Demon 

Dołączył: 03 Maj 2011
Posty: 1229
Wysłany: 2012-04-01, 11:50   

Szponek napisał/a:
Chętnie przeczytam coś o "Ghost Reveries" o który tak solidnie walczysz.


W którymś z wcześniejszych postów pisałem o Ghost Reveries, na ten moment nic mądrzejszego nie wymyślę.
_________________
SZATAN BLASTY BENEDYKT SZESNASTY
 
 
rotten
[Usunięty]

Wysłany: 2012-04-25, 09:17   

Nie dość, że Opeth, to jeszcze Porki
 
 
Szponek 
Scribacchino


Ulubiony drink:: Black Label
Pomógł: 10 razy
Dołączył: 10 Kwi 2009
Posty: 8289
Skąd: Canterbury
Wysłany: 2012-04-25, 09:21   

Grzesiek wklejał to wczoraj w innym temacie :)

Jaram się tym jak Rzym za Nerona :D
_________________
Otaczają mnie kretyni...
Airball.pl
 
 
GrzesiekP 


Ulubiony drink:: szklanka z wódką
Pomógł: 1 raz
Dołączył: 26 Sie 2010
Posty: 2752
Wysłany: 2012-04-25, 09:26   

rotten napisał/a:
Nie dość, że Opeth, to jeszcze Porki


Właśnie, masz u mnie -10.
 
 
rotten
[Usunięty]

Wysłany: 2012-04-25, 09:27   

Czasem po prostu nie klikam w linki :)
 
 
Szponek 
Scribacchino


Ulubiony drink:: Black Label
Pomógł: 10 razy
Dołączył: 10 Kwi 2009
Posty: 8289
Skąd: Canterbury
Wysłany: 2012-11-19, 14:53   

"The Roundhouse Tapes" zostało dziś odświeżone w wersji CD. O ile CD 1 przynosi wspomnienia młodości w postaci "Bleak" i "The Night and the Silent Water" oraz nostalgiczne łzy napływające do oczu przy "Face of Melinda", to CD 2 zawiera najlepszą wersję "Blackwater Park" w dziejach tego zespołu. Wiele słyszałem bootlegów oraz innych mniej lub bardziej legalnych nagrań, lecz to jest najbardziej wgniatające w ziemię wykonanie. Wszystko to za sprawą znakomitej produkcji, bijącej nie jedno ich wydawnictwo. Kiedy wyszeptane zostaje "Demon of the Fall" obeznany słuchacz wie, że to już koniec. A szkoda, bo prosi się jeszcze o kilka starych wałków...

Pomimo, że "Lamentations" pozostaje nr.1 w ich koncertowej dyskografii (głównie przez najlepszy skład + gościa który wniósł bardzo dużo do ich twórczości) to "TRT" zaskakuje znakomitą produkcją i mocnym brzmieniem, dzięki któremu nawet "Windowpane" zyskuje wiele...
_________________
Otaczają mnie kretyni...
Airball.pl
 
 
Heretic88 

Ulubiony drink:: herbata
Dołączył: 16 Lut 2012
Posty: 29
Skąd: centrum
Wysłany: 2013-01-14, 01:09   

Opeth to bez wątpienia świetny zespół. Od nich zacząłem przygodę z progresywnym graniem. Z płyty na płytę słychać ewolucję zespołu choć ostatni album jest krokiem w bok bo jest inny niż wszystko do tej pory. Brakuje mi growlu na ostatnich płytach. Szkoda że nigdy nie grają na żywo Black rose immortal bo to jest ich opus magnum.
_________________
my domain is madness
 
 
Szponek 
Scribacchino


Ulubiony drink:: Black Label
Pomógł: 10 razy
Dołączył: 10 Kwi 2009
Posty: 8289
Skąd: Canterbury
Wysłany: 2013-01-14, 14:32   

Niezła prowokacja. Trochę rotten mi tu zaleciało :)
_________________
Otaczają mnie kretyni...
Airball.pl
 
 
Szponek 
Scribacchino


Ulubiony drink:: Black Label
Pomógł: 10 razy
Dołączył: 10 Kwi 2009
Posty: 8289
Skąd: Canterbury
Wysłany: 2013-07-30, 17:00   

Banda hipsterów w sklepie z komiksami gra akustycznie "Demon of the Fall"

http://www.youtube.com/watch?v=EbA0GGb0YWc
_________________
Otaczają mnie kretyni...
Airball.pl
 
 
Slahvertsen 


Dołączył: 22 Lip 2013
Posty: 64
Wysłany: 2013-11-30, 19:14   

Szponek mnie prosił, także oto mój pogląd na albumy Opeth:

Orchid
Sporo melodii, które jednak absolutnie nie ujmują ciężarowi, surowe i zimne brzmienie gitar i perkusji, miejscami na pierwszy plan wysuwa się bas. Idealnie wpasowane fragmenty z gitarą klasyczną, które w swoich wydłużeniach sprawiają wrażenie nawet ważniejszych od elektrycznych. Klimat odzwierciedlający widok nocnego, zamglonego i chłodnego lasu, zawieszonego nad nim pełnego Księżyca. Taki właśnie jest pierwszy krążek Szwedów. In the Mist She Was Standing to najlepszy utwór - mnóstwo pięknych riffów, przeplatanych szeptami i gitarą klasyczną. Na największą uwagę zasługuje tu jednak jego koniec. Gdzie z umiarkowanie dynamicznego riffu przechodzi idealnie w delikatną i piękną grę na klasyku, by potem cieszyć nas jednym z najwspanialszych melodyjnych riffów. Dodatkowe urozmaicenia względem długich utworów to całkowicie klawiszowe Silhouette będące imho najsurowszym fragmentem płyty i Requiem, czyli krótki utwór w którym 2 gitary klasyczne i bezprogowy bas doskonale się uzupełniają.

Morningrise
Dojrzalszy względem poprzedniego, lepszy i generalnie - pod względem jakości ustępujący jedynie albumowi z 2001 roku. Tak jak na debiucie - tutaj nadal mamy surowo brzmiące gitary i perkusję, bas bezprogowy i wstawki z gitarą klasyczną. Klimat jednak z nocnego zmienia się na bardziej dzienny, poranny, reszta w sumie bardzo podobnie. Warstwa instrumentalna bardziej zróżnicowana i ogólnie nieco bardziej dynamiczna oraz cięższa. Gitary klasyczne grają odczuwalnie lepsze, bardziej nastrojowe, często szybsze partie. Na największą uwagę zasługuje ta w środku BRI - bezgranicznie urzekająca. Już pierwsze delikatne takty Advent wprowadzają nas idealnie w klimat towarzyszący całej płycie, by potem przejść w dynamiczny i świetny riff, a następnie w ładną akustyczną melodię przyprawioną miękkim basem i znowu do ciężkiego grania, jeszcze dalej ciężki prosty riff przybrany akustykami i takim samym basem, by świetnie przejść w melodyjny. A wszystko to wyważone i zrobione idealnie, jak i dalsza część tego potężnego tworu. The Night And The Silent Water, Nectar - po tych dwóch niczym nie ustępującym poprzednikowi mamy Black Rose Immortal. Jest w nim wszystko: ciężar, delikatność, melodie, surowość, klimat, brutalność. Ponad 20 minut łączenia ze sobą tych cech, bez sekundy spadku poziomu. Na największą uwagę zasługuje fragment o którym mówiłem oraz ten. To Bid You Farewell to piękna delikatna ballada gdzie gitary klasyczne i bas świetnie tworzą klimat, by przejść koło 7 minuty w ciężar przybrany pięknym wokalem. Kto nie zna - temu polecam wrzucić tą płytę do diskmena i przejść się jesiennym porankiem do lasu, żeby poczuć jej moc. ;)

My Arms, Your Hearse
Koniec surowego brzmienia, czysto leśnego klimatu i miękko grającego basu tworzących ponad 10-minutowe podzielone fragmenty krążków. Tym razem, mamy tutaj dodane minimalistyczne intro w postaci Prologue, które tak jak każdy utwór płyty - przechodzi idealnie płynnie w następny bez jakichkolwiek przerw, a w pierwszym przypadku jest to April Ethereal, który co wcześniej niespotykane z miejsca uderza w twarz monumentalnym i dynamicznym riffem. Od razu słychać, że ta płyta będzie cięższa, szybsza i bez surowości. Growl z płaskiego przemienia się w typowo głęboki. Perkusja również szybsza. Mniej melodii. Akustycznych wstawek i czystych wokali tu nie brak, jednak mają one teraz zupełnie inny charakter i postać, a tych drugich jest więcej. Po dynamicznym i ciężkim AE, pora na When, który najpierw cieszy nas zagrywką na nieprzesterowanej gitarze, by nagle uderzyć ciężarem. Po akustycznej zagrywce pojawia się przybrany prostymi akustykami najlepszy riff na tej płycie, by przejść w solówkę i następnie ładną grę na czystych gitarach i akustykach jednocześnie. Szczególnie warty uwagi jest też po długiej akustycznej grze i po czysto zaśpiewanym "and I cryyy..." wchodzi ciężki fragment, ze świetnym śpiewem. Oprócz tego po instrumentalnym przerywniku Madrigal mamy też najcięższy na płycie The Amen Corner, następnie Demon of the Fall, ze spakowanymi wszystkimi cechami albumu w 6 i pół minuty. Następnie Credence, który zaczyna się ładną grą perkusji i akustycznych gitar, jednak najlepsze jest gdy wchodzi wokal. Później mamy jeszcze szczyptę elektrycznych gitar na koniec, by przejść w ostatni ciężki Karma (jak dla mnie odstaje on od pozostałych nieco), a następnie zakończyć instrumentalnym przeplatanym klawiszami i solówkami Epilogue. Na koniec dodam jeszcze, że monumentalna atmosfera albumu doskonale pasuje do opisanej w nim historii. ;)

Still Life
Po raz kolejny historia w tle, klimat płyty ciężko określić, najlepiej odzwierciedla go chociażby okładka, która jest jedną z najlepszych jakie widziałem. Zaczyna się moim ukochanym The Moor. Najpierw mamy cichy i długi wstęp przechodzący w gitarę akustyczną. Potem uderza melodyjnym (znów jest ich więcej, ale są inne) i ciężkim jednocześnie riffem, by przykurwić growlem i jeszcze mocniejszym ale prostszym riffem. Po nim przechodzi w przeciągane i ostre zagrywki na elektryku, aby perfekcyjnie urzec "Pale touch, writing in the ambers, dump mud burning in my eyes...". I w międzyczasie dodać jeszcze jeden melodyjny piękny riff. Chwila odetchnięcia i dalej ciężko i melodyjnie. Po tych kilku chwilach budujący delikatność przesterowany fragment, który przybrany akustykami bezgranicznie urzeka. Kilka minut pięknej i spokojnej gry oraz śpiewu, który potem niepokojącym falistym fragmentem znów uderza chyba najmocniejszym fragmentem płyty. Ideał. Następnie Godhead's Lament, minimalnie tylko ustępujący poprzednikowi - fragment akustyczny w środku to poezja. Dalej świetny akustyczny Benighted, miejscami lekko niepokojący, ale świetnie wpasowany do całej reszty. Moonlapse Vertigo to po pierwszym mój ulubiony, stanowi jakby brutalne rozwinięcie poprzednika. Najbardziej melodyjny ze wszystkich, z rewelacyjnym drugim riffem, sprawiającym wrażenie lekkości. Mnóstwo świetnych wokali, świetne solo. Dalej monumentalny i poetycki Face of Melinda. Serenity Painted Death zaczynający się od razu brutalnie. Słychać tu też pierwiastek tego co ma się przydarzyć na następnej płycie oraz tego co było na poprzedniej. Na koniec świetny White Cluster. Najbardziej depresyjny ze stworzonych dotychczas, a sposób śpiewania Akerfeldta tutaj bez znajomości tekstów pokazuje tutaj nastrój towarzyszący bohaterowi historii.

Resztę opiszę innym razem, bo mam robotę jeszcze.
 
 
Szponek 
Scribacchino


Ulubiony drink:: Black Label
Pomógł: 10 razy
Dołączył: 10 Kwi 2009
Posty: 8289
Skąd: Canterbury
Wysłany: 2013-12-01, 02:20   

No ładnie. Jutro przeczytam, bo teraz to tylko Wyborowa
_________________
Otaczają mnie kretyni...
Airball.pl
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Forum metal, gothic, heavy metal, black metal, thrash metal, rock, hard rock, nu metal, doom metal, death metal, gothic rock...
Mocna muzyka we wszystkich odmianach.